kwiecień 2008


Czasem szukamy pomysłu na coś niebanalnego. Karaoke, ognisko, kasyno - dla wielu to już imprezy znane i opatrzone. A gdyby tak rozejrzeć się za czymś innym, może na razie mniej banalnym? Może po prostu wrócić… do kuchni?

Wspólne gotowanie, czy też nauka gotowania to ostatnio modny sposób na spędzanie wolnego czasu. Zbieramy grupę przyjaciół i rozkładamy przyjęcie w kuchni. To samo można przenieść na event. Zbierzmy grupę uczestników eventu (jeśli jest ich zbyt wielu, podzielmy ich na grupy) i gotujmy, albo uczmy się gotować. Sprzęt można bez problemu wypożyczyć, (albo zorganizować event w jakiejś odpowiendnio dużej kuchni).

Możemy zaprosić mniej znanych kucharzy, np. z pobliskich restauracji, albo stąd, bądź sięgnąć po duże nazwiska, np. po Kurta Schellera, Macieja Kuronia, Karola Okrasę, albo któryś inny ze znanych kucharzy.

Gotować można wszystko - od prostych potraw, przez wymyślne, ciasta, aż do nauki przyrządzania drinków (to już nie gotowanie :) ). Można też wpleść taki kurs ciekawie w wieczór tematyczny - np. w wieczór włoski, francuski, czy japoński, gdzie nauka gotowania (i degustowania) będzie skupiona na konkretnej, równie tematycznej kuchni.

Ekran, na którym można coś wyświetlać, to norma - w końcu do tego służy ekran :) Ale całkiem inaczej wygląda wyświetlanie na podłodze - nie takie normalne, (czyli nakierowanie ekranu na podłogę), które będzie przerywane, gdy ktoś przypadkowo lub celowo przerwie strumień światła (stając na nich). Ale jeśli zamiast wyświetlania na, wyświetlimy obraz “pod”, tak jak na monitorze komputera, to niezależnie od miejsca położenia jakiejkolwiek osoby, obraz cały czas będzie wyglądał tak samo. Na dodatek można na niej wyświetlić wszystko, tak jak na ekranie - od pojedynczych obrazów, aż po videoclipy. Logotypy, produkty, prezentacje - w zależności od tego czego i gdzie potrzebujemy.

podłoga diodowa

Plusem takiej podłogi jest to, że nie musimy jej kupować i montować na stałe, można ją wypożyczyć, ułożyć na chwilę na właściwiej podłodze, a po zakończeniu imprezy rozmontować i zwrócić.

Na takiej podłodze można tańczyć, chodzić, a nawet wjechać na nią samochodem.

Gdzie może się przydać (poza oczywistym skojarzenie - nowoczesnego klubu muzycznego)? Na targach - szczególnie jeśli mamy stosunkowo małe stoisko - podłoga staje się dodatkową, bardzo efektywną powierzchnią. Na imprezach - szczególnie zamkniętych, gdzie taka podłoga stanie się centralnym punktem, zbierających uczestników wokół siebie. Bardzo podoba mi się też pomysł firmy oferującej taką podłogę - konferencja, na której goście podczas rejestracji stoją w płomieniach albo na kołyszącym się oceanie… Albo na moście linowym, nad przepaścią (warto tylko byłoby móc to szybko zmieniać, gdy pojawi się uczestnik z silnym lękiem wysokości) :)

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką, która od pewnego czasu zajmuje się organizacją śniadań biznesowych (bądź co bądź - też event) co jest najważniejszym narzędziem w takiej pracy. Pierwsze oczywiście nasuwa się samo - kalendarz, a w nim dobre rozplanowanie wszystkiego. Potem zastanawiałyśmy się nad wieloma innymi, nad Internetem, przypominaczami, nad bazą zaufanych firm, z którymi warto pracować. Na koniec doszłyśmy jednak do wniosku, że po kalendarzu najważniejsza jest checklista - zwykła kartka papieru, na której w lewej kolumnie znajdą się daty, a w prawej co powinno być (albo - w wersji końcowej - już bez dat - co należy wziąć, przygotować, ustawić, itd.).

Oczywiście, jedno “ale” - checklista nie może zbyt długa, bo sami się w niej pogubimy. Przy zbyt długiej liście, nietrudno pominąć jakąś linijkę, albo “odhaczyć” coś zbyt nisko/zbyt wysoko. I dopiero na miejscu może się okazać, że nie mamy cukierków/obrusu/zapasowych baterii albo 100 tysięcy innych rzeczy…

Przykładem checklisty może być plik z tej strony - opisująca sprawdzanie konkretnych punktów budowy eventu, albo taka - wykorzystana kiedyś przeze mnie (część “w dniu”).

Co prawda dopiero mamy wiosnę, ale lato już o krok. Upały, duchota… Każdy chętnie sięga po lód (ja też :) ).
Pierwsze skojarzenie to oczywiście kostki lodowe. Ale zamiast po normalne można sięgnąć po świecące kostki, z zamkniętą diodą. Oczywiście w przypadku spotkania na świeżym powietrzu, popołudniu, gdy całość mamy mocno doświetloną, to strata czasu i efektu. Ale jeśli event odbędzie się nocą, albo w lokalu, gdzie będzie półmrok, albo ciemność, efekt światła rozświetlającego szklankę od środka robi wrażenie (wystarczy zerknąć na zdjęcia - z podlinkowanej wcześniej strony Big Boys Toys)

Oczywiście można pójść dalej - zamiast kostek, sięgnąć po coś więcej - kieliszek, albo kufel lodowy. W zależności od temperatury wokół będzie on jedno- lub wielorazowy, ale trzeba przyznać, że chyba nie ma lepszego chłodzenia od takiego, które otacza płyn wokół. Co prawda w palce może być chłodno, ale przy temperaturze 30 stopni to nie jest aż takim dużym problemem ;)

Ciekawym pomysłem jest użycie do ich stworzenia soku lub mieszanki wody i soku. Kieliszki staną się kolorowe, a dodatkowo (jeśli użyjemy formy, dzięki której ścianki nie będą zbyt grube), można go nawet zjeść, albo… wrzucić do szklanki z tym samym lub innym sokiem.

(Trochę łagodniejszym wydaniem może być kufel, który ma pewien rodzaj lodu zamknięty pomiędzy ściankami - żel chłodzący - dzięki temu płyn pozostanie chłodny, a nawet zostanie schłodzony, ale w rękę tak nie mrozi. Acz efekt stanowczo nie ten…).

No i na koniec - pójście na całość. Czyli nie kostki lodu, nie kieliszki, szklanki, ale lodowe ściany, bary, rzeźby. Czy można się nie zachwycić taką rzeźbą, czy barem (no, te stołki mi się nie podobają, ale na nie patrzcie, one nie są z lodu ;) ).

Niebieskawe, albo zielonkawe podświetlenie i szklane wrażenie gotowe. A gdyby tak dać fioletowe lub złoto-srebrzyste to już bardziej fantastyka i gwiezdne podróże zaczynają się wkradać. Ew. zupełne szaleństwo w typie surrealistycznych podświetleń pomarańczowo-różowych, bądź feria barw…

Chyba tylko czerń mi tu nie pasuje - zniszczyłaby cały efekt połysku, szkła, chłodu, przejrzystości.